dzisiaj jest: 27 maja 2017. imieniny: Juliusz, Magdalena, Jan
 
Bęben Anna
Anna Bęben

Nauczycielka Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Raciszynie. Przyrodnik z wykształcenia i z zamiłowania. Autorka urzekających fotografii. Zwycięzca konkursu fotograficznego Wielkiego Łuku Warty. Pani Anna pisała już jako nastolatka. Czytając jej wiersze nie trudno dojść do wniosku, że to piękny i bogaty wewnętrznie człowiek.


Modlitwa I
Boże nie proszę Cię o bogactwa
ani o władzę ani urodę
proszę Cię tylko o kawałek ziemi
z trawą, stokrotkami i nakrapianą biedronką
o garść wiatru, który wplotę we włosy
o mały obłok, którym  nakryję mój promyk,
gdy przyjdzie noc
o kroplę deszczu dla mnie i stokrotek
o jedną wstążkę z tęczy by związać nią warkocz
proszę Cię o miłość wielką
tak wielką bym  mogła dotknąć gwiazd
a tak zwyczajną i prostą
jak przyjście dnia po nocy.
[Gdy anioły odchodzą]
odkąd pamiętam
zawsze tu był
chociaż czasami na mnie zły
z kamienną twarzą wciąż jednak czuwał
by gdy upadnę rękę mi podać
a dziś

wiem,
wiem dobrze, że obiecałam
lecz raz kolejny
odeszłam bez słowa
a teraz gdy wracam
jest już za późno
na progu leży
ze skrzydeł Anioła
ostatnie…
maleńkie…
piórko…
przeklęta
jak niebem nakarmić usta przeklęte
co nigdy słodyczy znać nie miały
jak z wiecznego lodu uwolnić ciało
gdy słońca przy mnie tak mało
jak mam umrzeć z rozpaczy
gdy śmierci się boję
jak żyć…
gdy to czego pragnę
nigdy nie będzie moje…
Śmierć rusałki
świta już
i ptak szary śpiewem
słońce budzi
a ja siły by wstać…
nie mam
jeszcze tylko oczy otworzę
popatrzę na bramy nieba
wiatr już płótna białe
rozpostarł na świeżym błękicie,
bo przez palce wbite w ziemię
uchodzi ze mnie życie
z mgły i barwnych motyli
pająk wieniec mi tka,
a zapach wodnych lilii
otulił moją twarz
i nawet słońce zbawienne
niczego już nie zmieni…
jestem jak martwe drzewo
w soczystej traw zieleni…
pustka
słów jakoś brak
tak jakby Bóg na ustach moich
ciszę Aniołom kazał siać
więc słowa i myśli
jak ptaki uśpione
w gnieździe mej duszy
czekają na świt
a ciało wystygło
jak ziemia bez słońca
teraz ku niebu wypręża się całe
we włosach jeszcze dotyk twój wpleciony
a pocałunek rosą na mych ustach
i chociaż ciebie wciąż jeszcze czuję
to wokół pustka
i nie chcę już myśleć
bo to boli
nie mówię
bo brak mi słów
teraz już nawet nic nie czuje
…czekam na cud
studnia

jest we mnie nienawiść

lecz ukryta pod skrzydłami miłości

jest wieczny smutek

lecz oślepiony radością zwykłego świtu

jest gorzki żal

przykryty  płatkami snów

i ogromna pustka

wypełniona po brzegi nadzieją.